Stockholm Traneberg

Polski ślady

w Szwecji

Stockholm

Dom Polski w Traneberg

 

Dom w Tranebergu, który został oddany Polskiemu Komitetowi Pomocy przez magistrat w Sztokholmie w 1943 roku, mógł pomieścić 32 osoby. Początkowo był przeznaczony dla uchodźców, którzy uzyskali prawo pobytu w Sztokholmie. Mieszkały tam głównie osoby z inteligencji, którym stan zdrowia nie pozwalał na pracę fizyczną, szczególnie przy wyrębie lasu. Z czasem większość mieszkańców wyjechała do Anglii i władze szwedzkie powzięły nawet projekt zlikwidowania Domu. Polskiemu Komitetowi Pomocy udało się jednak Dom utrzymać dzięki motywacji, że ciągły napływ uchodźców polskich wymaga tymczasowego miejsca zatrzymania się przed ich wyjazdem ze Sztokholmu na okres załatwienia formalności paszportowych oraz znalezienia pracy. Przy takiej motywacji władze szwedzkie zgodziły się na zatrzymanie Domu w Tranebergu. Jeszcze innym uzasadnieniem, przyjętym jako dobry argument przez stronę szwedzką, była potrzeba pewnej poli­tycznej kontroli nad uchodźcami:

 

Jednym z dalszych motywów była również konieczność pewnej kontroli nad uchodźcami, którzy przyjeżdżają do Szwecji bez żadnych dokumentów i wystawienie dokumentów polskich z konieczności musi być oparte na stwierdzeniu z ich strony, że są obywatelami polskimi. Uchodźcy ci, mieszkając w czasie pobytu w Sztokholmie w różnych tanich pensjona­tach i domach noclegowych, zawierali podejrzane znajomości, a zwłaszcza mogli mieć do nich łatwy dostęp rozmaici prowokatorzy niemieccy, a zwłaszcza bolszewicy.

 

W Domu Polskim po wielu skargach na złe jedzenie wprowadzono "polską kuchnię", funkcjonującą we własnym zakresie. W celu usprawnienia administracji Domu Polski Komitet Pomocy mianował jednego z lokatorów administratorem. Regulamin Domu został zrewidowany i dostosowany do polskich potrzeb.

 

Z nutką czarnego humoru opisuje życie w polskim domu, mieszkający tam latem 1944 roku, zbiegły z Norwegii Michał Lisiński. Prze­bywało tam w owym czasie przeciętnie od 30 do 50 Polaków. Lisiński, podobnie jak Michał Kryspin Pawlikowski, wspomina sytuację finansową lokatorów. Prawie nikt nie miał pozwolenia na pracę, bo borykająca się z trud­nościami z zatrudnieniem własnych obywateli Szwecja, przyjmowała uchodźców tylko pod warunkiem, że będzie ich utrzymywać poselstwo. Z otrzymywanych wówczas od poselstwa 110 kor. miesięcznie oddawano kierownikowi schroniska na utrzymanie 90 kor. "Gdy telefon dzwonił w Polskim Domu w Tranebergu - pisze Lisiński - przyjmujący odpowiadał: «Traneberg, Polska Hemmet, Dom Ubogich»" Być może ta oficjalnie stosowana nazwa miała związek nie tylko z pustymi kieszeniami lokatorów, ale wynikała i z tego, że dom ten, przed oddaniem go Polakom, był autentycznym przytułkiem.

 

Niektórzy Polacy nie mieli pozwolenia na pobyt w Sztokholmie i w czasie kontroli policyjnych chowali się, gdzie tylko mogli. Według barwnego opisu Lisińskiego, wyglądało to tak: "większość mieszkańców uciekała wtedy na strych, wchodziła do leżących tam worków i udawała kapustę".

 

Przebywanie w domu w Tranebergu osób bez pozwolenia na pobyt w Sztokholmie stało się w owym czasie poważnym problemem, co potwierdza następujące ogłoszenie podane w Wiadomościach Polskich latem 1944 roku:

 

Kierownik Domu Polskiego w Tranebergu ostrzega Polaków, którzy nie mają pozwolenia władz szwedzkich na pobyt w Sztokholmie, by nie przybywali ( ... ) do Tranebergu. Nie stosując się do tego ostrzeżenia, osoby narażają się na nieprzyjemności i pobyt w areszcie.

 

Podczas gdy Dom Polski w Sundbybergu kierowany był przez Szwedów, to Dom w Tranebergu, jak już wspomnieliśmy, oddano po pewnym czasie całkowicie w ręce Polaków. Kierowniczką była Marta Łukomska. Jedną z przyczyn zmiany kierownictwa była polska kuchnia, z którą Szwedzi nie mogli sobie dać rady. Jak wynika z relacji szwedzkiego dziennikarza wizytującego siedzibę w Sundbybergu, Polacy "żywią się głównie warzywami", a kapustę do bigosu "trzeba gotować całą dobę". Nasuwa się pytanie, czy ta skłonność do warzyw - zauważona przez szwedzkiego dziennikarza - nie wynikała raczej z potrzeb oszczędnościowych w sytuacji, gdy stawka dzienna na wyżywienie wynosiła 2,25 kor., a ewentualną nadwyżkę rozdzielano wśród lokatorów jako kieszonkowe.

 

Gdy liczba uchodźców pod koniec wojny zaczęła się gwałtownie zwiększać, Polska Opieka Społeczna założyła jeszcze dwa domy na prowincji, najpierw w miejscowości Fiskeboda, a potem w miejsco­wości Florsberg. Znaczna liczba Polaków przebywała także we wspo­mnianym już obozie, przeznaczonym również dla uchodźców z innych krajów, w Rosaga. Domy były przyznane i utrzymywane przez wła­dze szwedzkie, natomiast Polska Opieka Społeczna administrowała je i odpowiadała za wyżywienie.

 

Materiały źródłowe:

Andrzej Nils Uggla: Polacy w Szwecji w latach II wojny światowej.Wyd.Uniwersytetu Gdańskiego 1996

Zdjęcia

COPYRIGHT © | ALL RIGHTS RESERVED